Dziś krótko o światłach – bo blog to nie tylko zachwyty, ale też tematy, które czasem rozczarowują.
Jednym z takich tematów są światła matrycowe w Tesli. Zanim przejdę do „żali”, parę słów o kontekście. Grupa VAG ma doskonałe światła matrycowe – w tej kategorii BMW zostaje w tyle. Matrix LED w Audi, VW, Cuprze czy Skodzie to po prostu topowy poziom. Są nie tylko mocne, ale też świetnie wycinają snop światła. Czasem mogą mieć powolne wygaszanie segmentów, ale ich moc jest imponująca. Wynika to częściowo z przepisów, które wymagają montażu spryskiwaczy reflektorów przy określonej mocy światła wyrażonej w lumenach.
Światła matrycowe w Superbie wspominam doskonale; te w Octavii, którą mamy, także świecą na setki metrów, zapewniając świetną widoczność.
A jak to wygląda w Tesli? Wycinanie jest szybkie i precyzyjne – nikt mi dotychczas nie mrugnął. Jednak sama moc świateł jest zauważalnie niższa. Snop światła jest krótszy, a jadąc DK 50 przez las w okolicach Celestynowa, po prostu czuć różnicę. Superb i Octavia dają tu dłuższy zasięg światła, co oznacza więcej czasu na reakcję na ewentualne przeszkody, jak choćby lisy przebiegające przez drogę.
Pierwsze, co zauważyłem, przesiadając się z Superba do Tesli Model 3, to te światła – w moim odczuciu świecą o około 20% słabiej.
Nie można mieć wszystkiego, ale warto o tym wspomnieć.