Prawie miesiąc — od 10 czerwca do 5 lipca — z jednym większym wyjazdem i sporo codziennego jeżdżenia. Sumarycznie 3923 km, 650 kWh zużycia i średnia cena prądu 1,61 zł/kWh. Po poprzednim, drogim okresie rachunek wrócił do rozsądku.
Z tego wychodzi:
| Wskaźnik | Wartość |
|---|---|
| Kilometry | 3923 km |
| Zużycie | 650,38 kWh |
| Średnie zużycie | 16,6 kWh/100 km |
| Średnia cena prądu | 1,61 zł/kWh |
| Całkowity koszt prądu | ~1047 zł |
| Koszt na 100 km | ~26,70 zł |
Wisła — Ionity w trasie
Największy wyjazd okresu: Wisła. Po drodze ładowanie na Ionity — szybko, bez kolejki, bez kombinowania. Trasa w góry i z powrotem to główny powód, dla którego licznik podbił prawie 4000 km w miesiąc.
Zepsuty Supercharger na Okęciu
W drodze powrotnej niespodzianka: Supercharger na warszawskim Okęciu nie działał. Brzmi jak scenariusz na horror z zasięgiem w roli głównej, ale w praktyce — zero bólu. Zapasu energii wystarczyło, żeby spokojnie dojechać i doładować się pod domem. To chyba najlepsze podsumowanie życia z elektrykiem po kilku latach: awaria ładowarki to nie dramat, tylko drobna zmiana planu.
Codzienność
Poza Wisłą klasyka: Warszawa ↔ Mińsk Mazowiecki, Mińsk Mazowiecki ↔ Otwock i kilka wyjazdów po okolicy bez konkretnego celu — bo latem po prostu przyjemnie się jeździ.
Zużycie 16,6 kWh/100 km robi wrażenie na tle poprzednich 18,2 — lato, mniej klimatyzacji na autostradzie niż grzania zimą, spokojniejsze trasy lokalne. Do tego prąd staniał z 2,03 zł do 1,61 zł/kWh i efekt jest wyraźny: z 37 zł spadliśmy na niecałe 27 zł za 100 km.
Wniosek z poprzedniego podsumowania się potwierdził: różnica między prądem po 2 zł a po 1,6 zł to na takim przebiegu kilkaset złotych. Miesiąc z wyjazdem w góry, zepsutym Superchargerem i rachunkiem niższym niż poprzednio — elektryk w bloku dalej się broni.