Zaczynamy od pierwszego przystanku na mojej drodze do poznawania innych elektryków: BYD Dolphin. Auto testowałem dzięki uprzejmości salonu BYD Cichy-Zasada na Grochowskiej w Warszawie. Obsługa? Rewelacja – świetna rozmowa, zero presji, naprawdę dobra atmosfera.
Pierwsze wrażenia z BYD Dolphin
Auto od razu wydało mi się mocno… plastikowe w środku. Design wnętrza to zdecydowanie coś, co przemawia bardziej do miłośników miejskich, kompaktowych samochodów niż fanów minimalistycznej elegancji.
Na drodze
- Kierownica – bardzo duża, co na początku mnie zaskoczyło i trochę przeszkadzało w prowadzeniu.
- Odczuwa się miejską naturę auta – Dolphin to ewidentnie pojazd zaprojektowany z myślą o poruszaniu się po zatłoczonych ulicach.
- Jazda – ogólnie było „średnio”. Może to kwestia przyzwyczajenia do Tesli, ale brakowało mi tej charakterystycznej dynamiki i dopracowania, które znam z Modelu 3 Highland.
Cena i opłacalność
Mimo wszystko trzeba docenić wycenę. BYD Dolphin jest stosunkowo tani, jak na elektryka, i jeśli ktoś szuka ekonomicznego rozwiązania do miasta, może to być całkiem niezła opcja.
Refleksja: Tesla górą
Po teście jedno jest pewne: doceniam Teslę jeszcze bardziej. Każdy kilometr przejechany w BYD Dolphin przypominał mi, dlaczego tak bardzo cenię „Teslowatość” – minimalistyczne wnętrze, intuicyjność systemów i charakter jazdy. Po cichu też marzę, że Tesla Q (jeśli powstanie) może być fajną alternatywą dla tych tańszych elektryków.
Następnym razem napiszę o Omodzie E5, która była kolejnym przystankiem w tej przygodzie. Stay tuned! :)