Pierwsze godziny Tesli Model 3 były nie tylko ekscytującym, ale także zaskakującym doświadczeniem, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie.
Zacznijmy od samego procesu odbioru auta. Planowany na dzień mojego powrotu z konferencji w Chorwacji, nie obył się bez niespodzianek. Mój lot miał wylądować w godzinach wieczornych, około 19:30, czyli długo po zamknięciu salonu Tesli w Ząbkach. Pech chciał, że dodatkowo mój samolot był opóźniony o prawie godzinę. Byłem gotów na komplikacje, ale obsługa salonu stanęła na wysokości zadania - nie tylko zgodzili się poczekać na mnie po godzinach pracy, ale zaproponowali nawet dostarczenie samochodu bezpośrednio na lotnisko Chopina. Pomimo opóźnienia, wszystko przebiegło sprawnie, a ja odebrałem swoją Teslę już naładowaną i gotową do drogi. Szacunek dla całego zespołu - to naprawdę komfortowy początek nowej przygody!
Zanim odebrałem samochód, zamówiłem sporo dodatków, które miały uczynić korzystanie z Tesli jeszcze przyjemniejszym. Niestety, nie wszystkie spełniły moje oczekiwania. Na przykład mata do przedniego bagażnika okazała się nie pasująca do modelu (mimo zapewnień sprzedawcy), a uchwyt na telefon, który zamontowałem, nie współpracuje idealnie z umiejscowieniem ekranu w TM3. Ekran jest o kilka centymetrów zbyt przesunięty w lewo, co sprawia, że widoczność telefonu jest niepełna. Drobna rzecz, ale jednak irytująca.
Z kolei wyłożenie górnej części bagażnika wyciszającą matą było wyzwaniem. Dawno tak się nie wyginałem przy montaż czegokolwiek. Jeśli mata zacznie odchodzić mam już plan awaryjny – dwustronna taśma 3M pójdzie w ruch!
Nie wszystkie dodatki okazały się rozczarowujące. S3XY Buttons i Knob to prawdziwe perełki! Te małe urządzenia sprawiają, że wiele funkcji jest teraz na wyciągnięcie ręki, bez konieczności szukania ich w menu na ekranie. To zdecydowanie coś, co zasługuje na osobny wpis, albo wpisy opisujące różne aplikacje które postanowiłem przy okazji testować (Tessie, ABR, EVKlub i może inne).
Po dwóch dniach z autem, mamy już za sobą prawie 450 km testów – przyspieszenie, tryby jazdy, testowanie różnych ustawień komfortu. W przyszłych wpisach zamierzam bardziej szczegółowo przyglądać się zużyciu energii, resetując licznik po każdym wpisie. Zobaczymy, ile wytrwałości w tym eksperymencie mi zostanie, ale na razie jestem pełen zapału!
