Teslę mamy już od tygodnia i przejechaliśmy nią ponad 1100 kilometrów! Jak? Gdzie? Kiedy?

Razem z J lubimy czasem po prostu pojeździć dla przyjemności. Jeździliśmy tak Superbem, jeździliśmy Octavią, więc teraz przyszła kolej na Teselkę. Tak, J nazwała nasze auto Teselką, więc oficjalnie nosi już tę nazwę.
Coraz lepiej się z nią dogadujemy. Znalazłem już wygodną pozycję za kierownicą, a z rond coraz rzadziej zjeżdżam „na buraka” (bez kierunkowskazu). Opanowałem już obsługę wycieraczek, choć nadal narzekam na niedokładność nawigacji Tesli – słabo radzi sobie z oznakowaniem drogowym i nie zawsze prawidłowo rozpoznaje, kiedy kończą się ograniczenia prędkości odczytane z kamery. Nie jest łatwo, ale tak jak w aplikacji Waze edytowałem drogi, które mnie denerwowały, bo często nimi jeździłem, tak teraz też znajdę sposób, żeby ogarnąć najczęściej pokonywane trasy. Potrzebuję tylko trochę czasu.
Nie obyło się jednak bez kilku „wpadek”. Na przykład tylna, prawa felga – w każdym aucie kiedyś o coś ją obtarliśmy. W Superbie dwa miesiące przed sprzedażą tak ją uszkodziłem, że myślałem, że razem z oponą nadaje się tylko do wymiany... Tym razem J lekko zahaczyła o krawężnik, ale nie ma tego złego – dzięki temu znaleźliśmy sklep sprzedający farbę w kolorze felg i lakieru naszego auta. A żeby nie płacić 10 euro za przesyłkę, kupiliśmy za 40 euro dodatkowy zestaw uszczelek. Po co nam one? O tym w kolejnym akapicie. Wracając do felgi – tragedii nie ma, zabezpieczymy ją, żeby nie było widać uszkodzenia. W głębi serca liczyłem jednak, że przetrwamy pierwszy tydzień bez takich wpadek.
Dlaczego kupiliśmy dodatkowe uszczelki do całkiem dobrze wyciszonego auta? Chodzi głównie o to, żeby progi mniej się brudziły. Jestem przekonany, że dzięki nim mniej pobrudzę sobie spodnie przy wsiadaniu do auta (choć każdy, kto mnie zna, wie, że nie przejąłbym się tym zbytnio). Ale J jeździ co tydzień do biura i nie może sobie pozwolić na zabrudzone spodnie po wyjściu z samochodu. 40 euro zamiast 10 za przesyłkę – oszczędność to raczej wątpliwa, ale za to przydatna.
Wpadki mieliśmy też przy ładowaniu na stacjach GreenWay. To generalnie fajna sieć, dobrze pokrywa Polskę, ale jakoś nie mamy do niej szczęścia. Przy myjni na Wale Miedzeszyńskim pierwszy raz w życiu trafiliśmy na kolejkę do szybkiej ładowarki, która znajduje się w dogodnym dla nas miejscu. Nic straconego – podjechaliśmy do Atrium Promenada, gdzie była dostępna ładowarka 50 kW, co nam wystarczyło (póki co, mamy problem z tzw. Range Anxiety i nie schodzimy poniżej 30% baterii). Niestety, kartę RFID zostawiłem w domu, a aplikacja na parkingu centrum handlowego postanowiła mnie wylogować. Jednocześnie twierdziła, że jestem zalogowany, więc nie mogłem się ponownie zalogować. Na szczęście, zalogowanie się na konto J i potem powrót na swoje rozwiązało problem. Podczas spaceru po kawę doładowaliśmy trochę prądu, a wracając z wycieczki, okazało się, że ładowarka na Wale Miedzeszyńskim jest wolna, więc tam doładowaliśmy auto do około 80%. W międzyczasie podjechała pani Enyaq RS, naładowała trochę swój samochód i pojechała. Tesla przy tej Skodzie wyglądała komicznie, jakby była pół metra niższa.
Co do myjni – białe auto jest piękne, ale brud bardzo się do niego przyczepia. Uwaga! Aby je domyć na bezdotykowej myjni, musiałem poświęcić ściereczkę do wycierania szyb. Żegnaj, ściereczko! Przysłużyłaś się Teselce! Ech, potrzebuję dobrego wosku i pół dnia wolnego. Wosk jakoś ogarnę, ale ten czas… Może inwestycja w ceramikę, a najlepiej w PPF? Zobaczymy.
Na GreenWayu spotkaliśmy białą Teslę z fajnie wyglądającym spojlerem. Już wiem, jak go zamówić, i że Tesla montuje go pod domem, więc po najbliższej wypłacie – a miałem oszczędzać – chyba się na to zdecyduję.
To tyle w tym wpisie. Na koniec trochę liczb. Od ostatniego wpisu zrobiliśmy z J 727 kilometrów, zużywając 124 kWh energii, co daje około 17,1 kWh/100 km. Zakładając, że ładujemy się po 2,40 zł za kWh, wychodzi nam około 41 zł/100 km. To odpowiednik spalania około 7,1 l/100 km – całkiem rozsądny wynik, biorąc pod uwagę, że:
- sprawdzaliśmy prędkość maksymalną,
- około 30% trasy to autostrady (połowa w Niemczech, połowa w Polsce),
- sporo czasu poświęciliśmy na zabawę i testowanie przyspieszenia oraz ustawień auta.
Dziś wycieczka na grzyby zamknęła się w 13,5 kWh/100 km (przejechane 90 km w obie strony), co daje 32,4 zł/100 km. Przy cenie paliwa 5,80 zł za litr (dla benzyny 95) to odpowiednik spalania około 5,6 l/100 km. To już bardzo dobry wynik. Octavią, która jest super oszczędna na trasach podmiejskich, przy jej mild-hybrid 1,5 TSI ACT, robimy około 5,5-6 l/100 km w podobnym trybie jazdy. Jest więc nieźle. Liczę, że szybko otworzą ładowarkę pod Lidlem, bo tam szybkie ładowanie kosztuje 2 zł/kWh, co pozwoliłoby zejść do około 27 zł za 100 km (odpowiednik spalania 4,65 l/100 km).
Realny zasięg przy naładowaniu od 80% do 20% oscyluje w okolicach 270-300 km, więc „trasowy” zasięg od 100% do 10% daje spokojnie około 350 km.
Jest dobrze.
Screen z aplikacji Tessie jest nieco mylący, bo pokazuje ostatnie 7 dni, a w nich:
- wykorzystaliśmy 22 kWh darmowej energii od Tesli (zostało nam jeszcze 8 kWh na SuperChargerze),
- zużyliśmy 55 kWh darmowej energii od GreenWay (wielki szacunek za tę promocję!),
- paliwo jest przeliczone według założeń: 5,80 zł za litr, średnie spalanie Octavii – 7 l/100 k
